niedziela, 18 października 2020

Teofila Mikke- cała prawda o mnie. Wyznania byłej eugeniczki. CAŁOŚĆ TEKSTU.

Teofila Mikke- Cała prawda o mnie Wyznania byłej eugeniczki 1 Marzec 2009 rok. Nie! Proszę już więcej do mnie nie dzwonić! Daj mi spokój dziennikarska hieno! Tak wyglądał mój pierwszy telefon do Teofili Mikke. Po tym zmieniła numer, a ja zapomniałem o całej rozmowie i zająłem się czymś innym… ********** Wrzesień 2013 rok. Dostaję smsa: Panie Marku, pamięta mnie pan? Proszę o rozmowę. Powiem wszystko! Jadę do Koszalina, najbardziej zgniłego moralnie miasta w Polsce. Tam od prawie czterech lat mieszka Teofila Mikke. Musiała uciekać z Opola… Jaka naprawdę jest? To pytanie nurtowało mnie od dawna. Dlatego też postanowiłem bliżej przyjrzeć się jej historii. Jadę do Koszalina. Pociągiem klasy drugiej, bo nie stać mnie na luksusy. A zresztą, przecież wiemy, że w klasie pierwszej też brud, smród i ubóstwo, jak to w Polsce. ********** Witam pana serdecznie! – już od drzwi szczerzy się do mnie pięknym, protetycznym uśmiechem Teofila Mikke. Wchodzę do pokoju. Na ścianach obok gigantycznych portretów Hitlera i Stalina, wiszą także niezliczone obrazki z Janem Pawłem II. Tak, kocham ich wszystkich. Nie mogłabym wybrać kogo z nich kochać najmocniej. To tak, jakby zapytał pan matkę które z dzieci kocha najczulej. Wszyscy z nich byli wielkimi zbrodniarzami, mają na koncie miliony ofiar. Miałam wielkie szczęście żyć w czasach, kiedy byli u swego szczytu. Pamiętam pierwszą pielgrzymkę Ojca Świętego do Polski. W Warszawie czekałam, co też on powie. Ale strasznie się cenzurował. Wiedziałam, że myśli jedno , a mówi drugie. Taki był. Po nocach marzyłam, że zostaję zaproszona na prywatną audiencję i rozmawiam bez skrępowania z Karolem na tematy, które nas najbardziej interesują. Że zwierzam się mu z aborcji których dokonałam, że opowiadam sentymentalne historie z obozów. A on słucha i wali sobie konia. Nieraz w nocy, jak nie mogę zasnąć, to biorę świeczkę, siadam przed tą dużą makatą Karola i powoli zdejmuję ubranie, żeby zobaczył jaka jestem. Chcę pokazać się mu tu i teraz. Jako ponad dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Wiem, że on patrzy i oblizuje się lubieżnie. Te zeznania mogą szokować. Ale to nic przy tym, co usłyszałem dalej… Zdecydowałam się mówić, ponieważ wiem, że mój czas powoli dobiega końca. Mam już 95 lat. Nadal jestem zawziętą wyznawczynią ideologii Hitlera. I nie boję się tego mówić na głos. Czasy obozowe wspominam jako najpiękniejszy okres mojego życia, one już nie wrócą. Dzisiaj to już nie to samo. Cóż to za naziści? Proszę pana. Ja służąc w obozie wkładałam nowo narodzone dzieci do wiadra z wrzątkiem! Albo wyrywałam te niemowlaki od matek i rzucałam z całej siły o ścianę! Jak usłyszałam o tej całej Katarzynie z Sosnowca, to się za głowę złapałam. No bo cóż z niej za dzieciobójczyni…. Ja zabijałam dzieci hurtowo. Nie widzę niczego złego w domowym zabijaniu dzieci. Uważam, że państwo nie powinno ingerować w sprawy rodzinne. To tylko moja sprawa, co robię z płodem którego powiłam. Sama po wojnie miałam trójkę dzieci. Ale musiałam je zabić od razu po urodzeniu. Bałam się o swoją figurę. Jak to zrobiłam? Skorzystałam ze sprawdzonych metod obozowych. Każdemu zrobiłam „kąpiel”, to znaczy utopiłam w domowej wannie. Bardzo kochałam swoje dzieci, dlatego dałam im to co najlepsze, czyli śmierć. Będąc dzieckiem, razem z koleżanką zabiłyśmy malucha. Nie wiem, miał około trzech lat. Rozwaliłam jego głowę cegłami. Potem rozpisywały się o tym gazety. Bałam się strasznie, że koleżanka mnie sypnie. Ale sprawa ucichła. Po wojnie miałam okres fascynacji Stalinem. Nawet wybrałam się na wycieczkę do Moskwy. Byłam zafascynowana gułagami i całą ideologią. Wiedziałam, że nazizm się już nie podniesie. Musiałam zawierzyć swoje życie innemu wielkiemu wodzowi. Jak spoglądam na eugenikę? A jak mam spoglądać! Proszę pana! Przecież eugenika jest dziś koniecznością! Czy wie pan, co dzieje się w Wielkiej Brytanii? Jak Polacy masowo zaludniają Europę Zachodnią? W chwili obecnej Polonizm jest największym zagrożeniem dla Zachodu! Gdybym była młodsza i miała jeszcze siły, to z całą zawziętością walczyłabym o czystość Zachodu! To ja tyle siły wkładałam, aby utylizować te polskie płody, a teraz się okazuje, że to na nic. Że wszystko jak robactwo spryskane Muchozolem. Że to działa tylko na chwilę, a potem znów się odradza. Nie uważam, że jestem złą Polka. Jest całkowicie przeciwnie. Ja kocham ten naród i chcę dla niego jak najlepiej. Dlatego tak walczę o ponowne przywrócenie obozów śmierci dla Polaków! Ale to, co usłyszałem potem może zszokować niejednego działacza na rzecz gejów i lesbijek! W obozie było takich pełno! Przecież ja byłam zmuszona zmieniać płeć tym wszystkim Polkom. Niektóre z nich były tak płodne, że nie było innego wyjścia. Wie pan, ja byłam w szkole pielęgniarskiej. Miałam jakieś podstawy medycyny. Działałam w spartańskich warunkach. Brałam skalpel, odcinałam piersi, formowałam prącie. Jak te Polki wstawały po operacji, to nie mogły siebie poznać! Do dziś jestem gorącą zwolenniczką zmiany płci oraz przegiętych homoseksualistów. Pyta mnie pan o homoseksualizm… Jak ja się do tego odnoszę. A czy pan wie, że Stalin z Hitlerem byli kochankami? To jest niepodważalny dowód na to, że wielcy ludzie byli homo! Dlaczego się o tym nie mówi? A czemu milczy się w sprawie pedofilii Karola? Ja wiem, że w internecie młodzież ujawnia pewne fakty na temat Ojca Świętego. Ale media głównego nurtu milczą. Przecież gdyby Kościół jasno powiedział, że Jan Paweł II kochał fizyczność dzieci, to nie byłoby problemu! Sama jestem pedofilką i lesbijką. I co? Mam udawać, że kręcą mnie dorośli faceci? Miałam stosunek z dzieckiem i się tego nie wyprę! Nawet przed Sądem! Udajemy, że dzieci nie mają seksualności. A to nieprawda! One są wręcz spragnione gorącego ciała dorosłej osoby. Mnóstwo maluszków cierpi, że nie może poznać obcowania fizycznego z ojcem, czy matką. Ja tak miałam. A czy pan wie, że młodzi przedszkolacy są w stanie osiągnąć pełną erekcję podczas kąpieli? Sama widziałam, jak topiłam swojego syna w wannie. Byłam zaskoczona, jak można pobudzić dziecięcego penisa podczas zabawy z mydłem. Jestem pewna, że brak stosunku miłosnego między dorosłym a dzieckiem powoduje nocne moczenie się. Ale dosyć już o tej pedofilii. Nie chcę być oskarżona, że promuję tą parafilę. Nie jesteśmy w Holandii. 2 -Pokażę panu coś. Nagle na stole ląduje stara, zielona, gruba teczka. Nie robi się już takich. Na wierzchu jest napis, bardzo już wyblakły i chyba w języku rosyjskim. - Tak, moja ruska teka. Dostałam ją od agentki bezpieki podczas mojej wizyty w ZSRR. Przekazała mi tajne dokumenty. Pokazuję je pierwszy raz. Ma pan szczęście zobaczyć to na własne oczy. Teofilia otwiera mocny, szyfrowany zamek. Po chwili moim oczom ukazuje się całe mnóstwo fotografii oraz pożółkłych papierów w języku polskim. Zaczynam przeglądać zdjęcia. Widnieją na nich dzieci, które zostały poddane eksperymentom. Przy okazji dowiedziałem się, że są to podopieczni Teofilii. Na jednym ze zdjęć widnieje dziwny mężczyzna. Na pierwszy rzut oka nie wiemy właściwie jakiej płci jest to osobnik. Zdjęcia są zszyte w jeden plik Dopiero po oglądnięciu kolejnych zdjęć, przekonujemy się, że to jeden z tych ludzi, którym była Esesmanka wykonywała obłąkańcze zabiegi zmiany płci. O ile pierwsze zdjęcie(na wierzchu tego stosu) zostało wykonane już po zabiegu, to na każdym kolejnym mamy etapy zmiany płci, skrzętnie dokumentowane podczas wykonywania makabrycznych operacji usunięcia piersi, pochwy, czy formowania prącia. Aż dochodzimy do ostatnich fotografii, na których widnieje całkowicie biologiczna kobieta, której wizerunek zarejestrowano tuż przed poddaniem jej diabelskim zabiegom doktor Teofilii Mikke. Kolejne zdjęcia to cała makabryczność obozowego szpitala. Na jednej z fotografii uśmiechnięta Teofilia podnosi płód za nogi i wkłada go do wiadra, wypełnionego zapewne wrzącą wodą. Na następnym wyjmuje poparzone, ale wciąż żyjące dziecko. - Dobrze, widział już pan wiele. A ja jestem zmęczona tym wszystkim. A także życiem. Jestem już tak stara… Nie wiem ile jeszcze pożyję. Chociaż mogę mieć nadzieję na długie życie, bo moja mamusia żyła sto dwa lata! Wyobraża pan to sobie! Sto dwa lata. Przeżyła zabory, dwudziestolecie międzywojenne, drugą wojnę światową, a także trzy dekady PRL-u. Ale ona była silną kobietą. Sama wielokrotnie zastanawiałam się, jak to możliwe, że przetrwała na wsi z moim ojcem. Mieli tylko jedno dziecko. Tym dzieckiem jak pan się domyśla byłam ja. A właściwie miałam jeszcze brata. Ale urodził się niepełnosprawny. A na wsi takie osoby nie mają szans. Jeśli ktoś miał powyginane ręce, to był zabijany od razu przez kobiety asystujące przy porodzie. Matka o tym wiedziała i wyraziła zgodę. To było wręcz oczywiste. Taka niepisana umowa między kobietami. Chłopu mówiło się potem, że dziecko zmarło przy porodzie. Oczywiście nie widział zwłok, ponieważ takie dziecko owijało się od razu w pieluszki. I tak sobie leżało owinięte, aż chłop zbił trumienkę z desek. I właśnie wtedy pojawił się u mnie pierwszy przebłysk. Pierwsza iskra. Że to będzie mnie dotyczyło. Że cały ten temat śmierci, umierania, chorób, szaleńczych eksperymentów, zbrodni… Wiedziałam już wtedy. Mama zawołała mnie do siebie, do izby w której rodziła. Powiedziała, że braciszek zmarł i żebym się o niego pomodliła. Powiedziała, że jak chcę, to mogę go zobaczyć i przytulić. Po tym szybko usnęła, bo była tak zmęczona tym porodem. Ja podeszłam do stołu, gdzie leżało zawiniątko. Prawie nie było go widać. Odwinęłam trochę te pieluchy i szmaty i zauważyłam, że dziecko miało jedną rękę całkowicie wykręconą, a druga nierozwiniętą, wystawał jedynie sam kikut. I nawet mnie to nie poruszyło. Właściwie to uśmiechnęłam się sama do siebie. Ale potem skarciłam się w duchu, bo wiedziałam z kościoła, że tak nie można. Że to grzech i za takie rzeczy idzie się do piekła. Spojrzałam na śpiącą matkę. Nikogo poza nią nie było w izbie. Starsze kobiety odbierające poród już dawno opuściły nasz dom. Wiedziałam, że jestem bezpieczna. Ile miałam wtedy lat? Myślę, że było to na krótko przed Pierwszą Komunią Świętą, gdyż na ścianie w izbie nie wisiał jeszcze mój obraz pamiątkowy z tejże uroczystości. Postanowiłam, że na moment rozbiorę dziecko. Do naga. Rzeczywiście, miałam trochę roboty z rozplątaniem tych wszystkich szmat. Ale udało się. Pamiętam, że strasznie się wtedy pociłam, szczególnie ręce miałam całe mokre. I to serce. Waliło mi jak młot. Myślałam, że zemdleję. Dziecko było całkowicie nagie. Wtedy dokładnie mogłam przypatrzeć się temu pokaranemu przez los i Boga ciałku. Ciało było bardzo blade, miało bardzo cienką skórę. Dotykałam te zwłoki najpierw z ciekawością, która po jakimś czasie przerodziła się w lubieżność. Tak, byłam podniecona. Czy dręczyło mnie wtedy sumienie? Wydaje mi się, że nie… Obmacywałam nagie zwłoki członka mojej rodziny. Czułam, że moja seksualność budzi się w pełni. Wtedy to, po raz pierwszy mogłam obserwować męskiego członka. Widziałam już coś podobnego u zwierząt. A nawet dotykałam zwierzęce przyrodzenie, kiedy ojciec zabijał warchlaka w oborze. Ale ludzkiego penisa trzymałam w swoich małych dłoniach po raz pierwszy… Bawiłam się nim. Poruszałam skórką. Ściągając ją w górę i w dół. Bardzo mnie to zastanowiło, ponieważ zwierzęcy członek był inny. Nie miał tej skórki. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że nazywa się to napletek. Zaczęłam całować brzuszek. I w pewnym momencie zjechałam niżej. Całowałam penisa. Malutkiego, skulonego peniska. Intuicja podpowiedziała mi abym wzięła go do buzi. I tak też zrobiłam. Sama matka natura mną kierowała. Ssałam siusiaczka mojego braciszka. Skąd ja to wszystko wiedziałam? Przecież nie miałam pojęcia o stosunku seksualnym. Penisa mojego brata miałam w ustach przez kilka dobrych minut. Sprawiało mi to przyjemność. Nagle ujrzałam w lustrze, które wisiało przede mną, że moja matka się zbudziła, że mnie chyba obserwuje, a może nawet obserwowała przez cały ten czas, tylko, że ja byłam tego nieświadoma! Nie odwróciłam się w stronę łóżka. Udałam, że coś tam robię przy zwłokach braciszka. Szybko wciągnęłam szmatki na małe zwłoki i wyszłam z pokoju… Opuściłam podwórze. Twarz mnie piekła, policzki zrobiły się czerwone. Pobiegłam na pole, za podwórze. Biegłam bardzo szybko przed siebie. Czułam podniecenie. Zatrzymałam się w sadzie. Było piękne lato. Na drzewach pełno jabłek. Wzięłam jedno jabłko z ziemi. Zaczęłam je gryźć. W środku dostrzegłam małego, grubego robaczka. Przypomniał mi o penisku mojego braciszka, którego przed chwilą miałam w ustach. Zjadłam tego robaka. Usiadłam na starej, ledwo trzymającej się ławeczce która była ukryta w krzakach agrestu. Dzięki temu byłam niewidoczna, chociaż to i tak nieważne, ponieważ wokół nie było żywego ducha. I wtedy zaczęłam myśleć. Miałam dopiero dziewięć lat. Nie wiedziałam nic o świecie. Nie znałam pojęć. Wtedy nie słyszałam jeszcze takich słów jak: pedofilia, kazirodztwo, zbrodnia, ateizm, nihilizm, samobójstwo… Byłam taka głupia. A może tak mi się tylko wydawało. Właściwie to ludzie wokół mnie próbowali mi wmówić, że jestem głupia, gorsza, do niczego. I w jakimś sensie w to uwierzyłam. Potem się z tego leczyłam. Zobaczyłam, że to nie ja byłam głupia. Że to ci ludzie, którzy tak bardzo chcieli mnie widzieć głupią. Ja ich po prostu przerastałam. I dlatego mnie niszczyli i sprowadzali do poziomu bydła na którym sami byli. Miałam być posłuszną matką i żoną. Tak mówiła mi matka. A ja kompletnie się w tym nie odnajdywałam. Świat kobiet wydawał mi się bardzo nudny. Rodzina, kościół i kuchnia, to nie było dla mnie. I nie miałam wyrzutów sumienia, że nie mogę tego spełnić. A raczej nie chcę. Że zawiodłam rodziców. Zawiodłam? To oni mnie zawiedli. Swoją głupotą, konserwatyzmem i sama już kurwa nie wiem czym… Od małego ciągnęło mnie do ryzyka, do aktywności. Nie chciałam być wiejską świętoszką zawodząca w kościele. Dlatego wiedziałam, że muszę się wyrwać z tej wsi na której przyszło mi żyć. Niestety los okazał się inny. Nie do końca zrealizowałam swoje plany o zostaniu genialną genetyczką, czy właściwie eugeniczką. Owszem, pracowałam “w zawodzie”, ale głównie podczas wojny. W czasach pokoju musiałam zadowolić się pracą poniżej moich kwalifikacji… Nie miałam dużych możliwości. I straciłam swoją szansę. Ale mimo tego dużo osiągnęłam. W tym momencie Teofilia zamyśla się. Popada w swego rodzaju melancholię. Jej wzrok jest nieobecny. Oczy patrzą gdzieś daleko przed siebie. Zapada długa cisza. Ja nic nie mówię. Czekam aż pierwsza się odezwie… - A wie pan, że będę się przeprowadzała? - Jak to? Nie chce pani mieszkać już w tym bloku? - Nie, boję się. Boję się tego, że gdy pan opublikuje ten reportaż ktoś domyśli się kim jestem. Poukłada sobie to wszystko. Mamy 2013 roku, ale wciąż żyją jeszcze ludzie mnie pamiętający. Wiem o tym, że na temat mojej osoby panuje pewnego rodzaju milczenie. W pewnym momencie mojego życia zdałam sobie sprawę, że jestem „niedotykalna”. Jak w Indiach. Że należę do grupy ludzi, którzy się nie liczą w społeczeństwie. Co było mi na rękę, bo mogłam w pełni oddać się swoim pasjom medycznym. Nikt mi nie przeszkadzał w realizacji mojego planu. Więc tak, wyprowadzam się. Widzi pan? Tam w kącie kuchni stoją pudła. To głównie książki oraz dokumenty. Ubrań nie mam za dużo, bo od lat chodzę w tej samej spódnicy i bluzce. Za to dokumentację mojego życia mam ogromną. Nie tylko zresztą mojego. Bo także moich pacjentów. Jeszcze sprzed wojny. Ostało się nawet kilku przy życiu. Kiedyś to panu pokażę. Jak się bardziej zaprzyjaźnimy. Bo nie ufam panu do końca. Nie wiem jak mnie pan przedstawi. Bo do jakiej gazety pan pisze? Niech mi pan obieca, że nie wyjdę w pana reportażu na zdemoralizowaną kobietę! Ja jestem porządną katoliczką i Polką! I wypraszam sobie pisanie o mnie w sposób wulgarny. Będę musiała pana na chwilkę przeprosić. Pragnę zażyć kąpieli. Nie, niech się pan nie martwi. Nie będę żadnemu dziecku robiła „kąpieli”. To dawne czasy, nawet nie miałabym siły aby utrzymać takiego malca w wannie. Do tego trzeba mieć naprawdę dużo energii. Dzieci są teraz takie zwinne, kręcą się jak opętane. Przed wojną dawałam sobie radę. Bo po pierwsze, byłam młodsza, a po drugie dzieci były jakieś bardziej posłuszne. Miałam u nich autorytet jako dorosła pani. A teraz co się dzieje? Ostatnio czytałam w Fakcie, że wnuk zabił swoją babkę, chociaż ta go kochała. A ta cała poetka Maria Goniewicz? Ta smarkula nie liczyła się z niczym i nikim! Ja ją rozumiem i nie potępiam. Nawet ją popieram, bo na ludzi nie ma innego sposobu czasem… Ale na litość boską! Nie mogła poczekać jeszcze kilka lat i przygotować zbrodnię bardziej profesjonalnie? Ale schrzaniła całą sprawę i teraz dogorywa w kiciu. Męskie lesby gwałcą ją chujem na pasku! Nie nadaje się już na moją uczennicę. A ja nie będę jej mistrzynią. A moja wiedza jest ogromna! Niech pan pamięta, że mam olbrzymie doświadczenie zdobyte podczas wojny. I dlatego płakać mi się chce, że nie mam komu przekazać tego dziedzictwa. Teraz młodzież jest strasznie patriotyczna, bogoojczyźniana i oddana Kościołowi. Bardzo prawicowa. Ale jeszcze będą tego żałować! A tak wracając do kąpieli. Pokażę panu coś. Teofila Mikke wstała. Skierowała się w stronę małej łazienki, która nie miała nawet drzwi. Była za to stara, śmierdząca zasłona przymocowana dwoma gwoździami. Ta zasłona była ohydna. Przypominała skórę węża. Potem dowiedziałem się jeszcze, że w tej zasłonie zmarła babka Teofilii. Co dodawało jeszcze większego poczucia upiorności. Teofilia odsłoniła kotarę i weszła do łazienki. To pomieszczenie było naprawdę bardzo małe. Kafelki pokrywające łazienkę nie wymieniane były od co najmniej pół wieku. Widać było, że posiadały jakieś wzorki, ale starły się wraz z upływem czasu. W tym malutkim pomieszczeniu nie było okna. Panowała ciemność. Światło dochodziło jedynie z korytarza, zza drzwi. Brak elektryczności to w domu Teofilii standard. Jak zdradziła mi któregoś razu, nie lubi światła, ponieważ tacy ludzie jak ona kochają mrok we wszystkich jego aspektach. Nie tylko mrok wewnętrzny, ale także ten zwykły, namacalny: noc, ciemność pokoju… W łazience Teofilii stał jedynie sedes. Bardzo stary kibel. Pewnie też nie wymieniany od lat. Oraz maleńka, stara wanna, a na niej mnóstwo pojemniczków, buteleczek i innych kobiecych skarbów. Teofila wzięła jedną z buteleczek. Była to mała, szklana butelka z owiniętą wokół niej etykietką. Etykietka wyglądała na naprawdę starą. Pismo ledwo było widoczne. Teofila zdjęła plakietkę, która była owinięta gumką recepturką wokół buteleczki. Proszę czytać- powiedziała do mnie swym starczym, zachrypniętym głosem. Scheise… Dr Mengele… Co? Nie doczytam. Nie znam dobrze niemieckiego. A i litery też nie są wyraźne… Przetłumaczę panu. W tej niepozornej butelce znajduje się mój największy skarb życia. Jak pan wie, jestem straszną kolekcjonerką. Kolekcjonuję dokumenty, mam całe prywatne archiwum. Cała grzęznę w papierach. Kocham kurz. Ale nawet pan sobie nie wyobraża. Te całe stosy dokumentów przy tym, co pan trzyma w swoich rękach są niczym. W tym pojemniku znajdują się fekalia doktora Mengelego. Jak pan wie, pracowałam w czasie wojny w obozie. Więc nie było dla mnie problemem zdobycie stolca tego wielkiego człowieka. Były dni, że widziałam się z nim dzień w dzień. Już wtedy traktowałam go jako swojego guru, wręcz świętego. I przyszło mi do głowy aby zdobyć jakąś relikwię z nim związaną. Paznokieć, fragment ubrania w którym chodził, włos, cokolwiek. Tym bardziej, że wojna zbliżała się ku końcowi i nie wiedziałam jak potoczą się losy tego wielkiego genetyka. Ale najłatwiejsze w zdobyciu okazały się fekalia z sedesu. Po prostu zaczekałam na okazję. Kiedy doktor wyszedł z kibla, szybko pobiegłam i zabrałam z samego dna drewnianego wychodka trochę jego stolca. Wiedziałam, że ten położony najwyżej, na samej górze jest jego. Był najświeższy i najdoskonalszy. Był to widok wręcz przepiękny. Wzięłam ze sobą buteleczkę z laboratorium obozowego oraz patyczek. Udało się. Jak pan sobie może wyobrazić z wydalonym stolcem jest pewien problem. Otóż z każdym dniem staje się coraz bardziej suchy. Coraz go mniej. Zanika w zastraszającym tempie. Aż zostaje z niego czarny, mały bobek. Chomicza kupka. Stolec pobrałam dosłownie chwilkę przed oswobodzeniem obozu, gdy doktor był jeszcze na miejscu i porządkował swoje papiery. Ale wszystko było już wiadome. To był ostatni dobry moment na pozyskanie tej świętości. Pierwszą kąpiel z dodatkiem fekaliów Mengelego zażyłam jeszcze w obozie koncentracyjnym. To było święto, prawdziwe misterium! Stolec był jeszcze bardzo świeży, pobrany dopiero co kilka dni wcześniej. Piece w naszym bloku grzały niemiłosiernie. Trupy palono przecież bez przerwy. Miałam wspaniałą, ciepłą i świeżą wodę w kranie. Łazienka na moim bloku była zadbana. Cała w białych kafelkach. Miałam swoją wannę. Oczywiście jak pan może sobie wyobrazić, kału doktora Mengelego było bardzo malutko. Ledwo ten flakonik. Napełniony do pełna, ale to i tak naprawdę skromna ilość. Pojawił się podstawowy problem, jak w pełni wykorzystać to dobrodziejstwo i delektować się kąpielą w jego fekaliach. Po długim namyśle wpadałam na genialny pomysł. Pewnie słyszał pan co nieco o homeopatii. To lekarstwo rozpuszczane w nieskończoność. Praktycznie nie da się tego zużyć. Będąc jeszcze w obozie poradziłam sobie w ten sposób, że kazałam przysyłać do mojego bloku fekalia z komór gazowych. Wie pan jak to jest. Ludziom w komorach gazowych puszczały zwieracze i wypływał z nich rzadki kał, często też mocz. To ze stresu. Zwożono tego do mnie w naprawdę dużych ilościach. Składowano do mojej wanny. A ja wtedy dodawałam bardzo malutką łyżeczkę kału doktora Mengelego. Miałam całą wannę rzadkiego, ludzkiego stolca. Wierzyłam, że odrobinka doktorskiego kału miesza się z resztą anonimowego stolca i w ten sposób otrzymywałam w pełni świętą i magiczną miksturę. Z czasem pojawił się kolejny problem. Kału było coraz mniej, a ja nie miałam już okazji na pobranie następnego flakoniku. Mengele opuścił już obóz. Ale zaufałam homeopatii. I rozpuściłam resztki kału w wodzie. Dzięki temu miałam teraz płynną relikwię. Po wyjściu z obozu robiłam to samo. Próbowałam różnych rozpuszczalników. Na przykład teraz, gdy znów powróciłam na łono Kościoła, rozpuszczam w wodzie święconej. Ile jest stolca Mengelego w obecnym rozpuszczalniku? Tego nie wiem. Wydaje mi się, że naprawdę mikroskopijna ilość. Proszę pamiętać, że pierwotny materiał został pobrany prawie siedemdziesiąt lat temu. Co pani teraz z tym robi? Jak pani używa obecnie tego świętego płynu? - O, proszę pana! Ile ja mam teraz z tym problemów! Po pierwsze mam ogromne trudności z pozyskaniem rzadkiego, świeżego stolca. Przecież muszę czymś napełnić moją wannę, aby potem dodać tej mikstury. Warunek takiej misteryjnej kąpieli jest jeden: płyn homeopatyczny pozyskany ze stolca Josefa Mengelego należy rozpuszczać tylko i wyłącznie w świeżych fekaliach ludzkich! Nie ma innej możliwości. Rozpuszczanie w wodzie rozmywa się z celem. Woda to nieczystość! ********** 3 Teofilia zamknęła drzwi za dziennikarzem. Przebrała się w lżejsze ciuchy. Założyła oryginalną obozową piżamę, którą ukradła przed dekadami z obozu męskiego. Była to stara, śmierdząca, pasiasta piżama licząca sobie już ponad siedemdziesiąt lat. Z metki wynikało, że została wyprodukowana w Niemczech. Teofila nie prała jej od tamtej pory, czyli od czasu wojny. Stara kobieta wyglądała w niej komicznie. Gdyby w tej chwili zobaczył ją jakiś polski biskup, na pewno wzniósłby ręce do góry, w niebo. Zawołałby: Dżęder! Dżęder! Dżęder! Tak, Teofila nie wyglądała jak normalna, poczciwa staruszka. Miała już prawie setkę na karku, była ścięta na krótko i siedziała teraz w swojej sypialni na kozetce. Jej sypialnia przypominała bardziej zakonną celę, niż pokój staruszki. Zresztą całe jej mieszkanie które dostała za komuny było nietypowe. Mieściło się w starej kamienicy, która przetrwała wojnę. Teofila kupiła je w latach pięćdziesiątych za bezcen. Wcześniej należało do Żydów, ale wiadomo jak to było po wojnie… Mieszkanie składało się z salonu, małej sypialni, kuchni oraz bardzo ciasnej łazienki. W salonie na ścianach wisiały portrety takich osobistości jak: Jan Paweł II, Józef Stalin, Adolf Hitler, a ostatnio powiesiła Mariusza Trynkiewicza. – Proszę pana, jak ja się modliłam żarliwie, aby go wypuścili. Tyle przesiedział, tyle nacierpiał! Teofila nie należała do kobiet zmiennych. Jej salon wyglądał tak jak przed dekadami. Nic się tutaj nie zmieniło. Te same meble, dywany, a nawet ten sam wzór wałka na ścianie(ostatnio malowała chwilę po upadku komuny, jak mi wspominała). Na stoliku stał czarno biały telewizor przykryty białą serwetką. A na nim wazon z bukietem sztucznych, zakurzonych kwiatków. Kurz, to słowo mogło by być głównym określeniem mieszkania Teofilii. Ten biały pył był wszędzie. Na meblościance, na odbiorniku telewizyjnym. Trzymał się dywanów i roślin posadzonych w donicach. Teofila udała się w pasiastej piżamie do swojej skromnej sypialni. Kości strzelały jej niemiłosiernie. Nic nie pomagało, nawet jakieś maści które sprowadzała w Rosji. Teofila wyjęła nocnik spod swojego łóżka. Było to stare, ceramiczne naczynie zdobione wzorem w liście. Naczynie było brudne od zaschłego kału oraz moczu. - Jestem już zbyt stara i leniwa, abym za każdą potrzebą chodziła do ustępu. Nie mówiąc już o kąpieli. Z tej prawie całkowicie zrezygnowałam, przysparzała mi tylko kłopotów. Czułam się po niej zbyt świeża, jak jakaś nastoletnia dupa z liceum. A mam już swoje lata, nie chciałabym znów przeżywać młodości… ********** Po chwili zaczyna się film. Na materiale jest młoda Teofila stojąca w sterylnej sali. Ubrana jest w biały fartuch i chustkę. Następuje prezentacja narzędzi. Widzimy kleszcze, palniki, noże oraz piły. Po minucie wjeżdża łóżko pchane przez jakąś starą kobietę. Ta kobieta to zapewne jakaś pielęgniarka pomocnicza. Łóżko zatrzymuje się na środku wykafelkowanej sali. Teofila podchodzi do niego i jednym energicznym ruchem ręki zdejmuje prześcieradło. Ukazuje się człowiek. Naga kobieta. Jej oczy są przerażone. Jej ciało skrępowane jest pasami przypiętymi do łóżka. Teofila od razu przechodzi do rzeczy. Nakłada zaczepy(regulowane obręcze z metalu) na obie piersi. Zaciska je bardzo mocno. Piersi stają się sine, kobieta omdlewa. Teofila wykrawa piersi bardzo ostrym nożem. Wyobrażam sobie, że krzyk kobiety jest niewyobrażalny. Gdyby ten film posiadał ścieżkę dźwiękową byłaby ona zapewne nie do zniesienia. Piersi zostały wycięte. W miejscu piersi pozostały dwie dziury. Teofila zwalania metalowe obręcze z piersi. Kobieta zostaje zabandażowana przez pielęgniarkę, a następnie odwieziona na tym samym łóżku do obozowego szpitala. Na salę wjeżdżają noworodki. Wszystkie bez wyjątku płaczą. Wyłączam film, który otrzymałem od Teofili. Ciekaw jestem, czy ktoś go jeszcze widział? Ile zrobiła kopii? Pewno jest poszukiwanym rarytasem wśród kolekcjonerów prawdziwej makabry… Nie zdziwiłbym się, gdyby Teofila sprzedawała kopie VHS do USA, czy Rosji, aby dorobić sobie do swojego skromnego budżetu. ********** 4 - Tak, słucham. - Pan Kowalczyk? - Tak, przy telefonie. Kto mówi? - Jestem Eugenia Kaczyńska. Dzwonię z hospicjum w Krakowie aby poinformować pana, że Teofila Mikke umarła dziś w nocy. We śnie. Nic nie bolało. Wyjęczała chwilę przed śmiercią pana nazwisko i zapisała numer telefonu abym do pana zadzwoniła. - To niemożliwe. Wiem, że była stara, ale przecież trzymała się świetnie. - Tak, wiem. Dla nas to także był szok. Spóźnił się pan. Teofila trafiła do nas na początku tego roku. Nie było już dla niej nadziei. Z racji tego, że zerwała wszelkie kontakty z rodziną, odpowiednim miejscem pobytu była nasza placówka. Tak bardzo liczyła na to, iż zobaczy się z panem, że jeszcze zdąży. Miała podobno tyle do opowiedzenia…. - Ale jak to? Co jej dolegało? - Miała raka piersi. A właściwie raka sutka piersi. Jak pan wie, Teofila podczas wojny eksperymentowała ze zmianą płci. Także na sobie. Sama zrobiła sobie zabieg wycięcia obu piersi. To znaczy, wykroiła tkanki zostawiając same sutki. Całe życie nosiła staniki wypychane implantami. Od razu po wojnie miała drewniane protezy, po upadku komuny było ją stać na dobrej jakości piersi silikonowe, bardzo efektowne. - Jestem w szoku. Naprawdę nie wiedziałem. Zostawiła coś dla mnie? - Właśnie w tym celu dzwonię. Tak, jest dla pana paczka od Teofilii. Zapieczętowana. Nie wiem co w niej jest. Może pan przyjechać do Krakowa. Mam instrukcje, aby odebrał to pan osobiście. - Dobrze, dziękuję. Będę w Krakowie jutro rano. ********** W hospicjum zostały mi przekazane rzeczy, które zostawiła dla mnie Teofila Mikke. Właściwie, to nie miały one większej wartości. Jakieś stare majtki, pończochy zawinięte w sposób typowy dla starych bab, kilka stron z dziennika… Nic ciekawego… Chciałem zobaczyć Teofilę po raz ostatni w życiu. Personel przybytku w którym zmarła Teofila stanowczo odmówił, powołując się na jakiś przepis. Że niby nie jestem rodziną… Poza tym Teofila jak mi powiedziano, została już spopielona w przylegającym do budynku krematorium. Hospicjum opuszczałem z niesmakiem i zawodem, że jednak nie udało mi się poznać odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań dotyczących Teofilii… ********** 5 Ostatnie starcie- wiosna 2020 roku Byłem przekonany, że temat Teofili Mikke jest zamknięty definitywnie. Przez ostatnie lata pytano mnie, co dziś dzieje się z tą kobietą. Wielu oczekuje, że reportażysta powróci po iluś tam latach do swojego bohatera, aby zobaczyć i zrelacjonować jak rozwinęła się sytuacja. Nawet jeśli miałbym ochotę ponownie skonfrontować się z Teofilą, to niestety nie byłoby takiej możliwości. Po pierwsze nie żyje, choć mało kto o tym wiedział, gdyż ja nie ujawniłem tej informacji w momencie jej śmierci. A sama Mikke nie miała rodziny, która mogłaby przekazać to do publicznej wiadomości. Dodatkowo Mikke zmarła w hospicjum i szybko została spopielona. Ale nawet gdyby Mikke żyła, to była na tyle specyficzną osobą, że pojawiała się i znikała kiedy chciała. Deklaracje Teofili, że “mieszka w tym samym bloku od wieków” należało brać ostrożnie. Mikke mimo zaawansowanego wieku była bardzo aktywną życiowo kobietą. Zresztą, to typowe dla naszych czasów. Nawet przyjaciółka Jana Pawła II jeździ cały czas z wykładami po kościołach, a przecież osiągnęła już prawie setkę. Ale mimo to, Półtawska nie zwalnia tempa. Podobnie było z Teofilą. Prawdę powiedziawszy nawet zapomniałem, że pisałem reportaż o Teofili, zajęty wieloma innymi sprawami. Paczkę, którą przekazano mi po jej śmierci rzuciłem na strych, gdzie wylądowała pośród innych rupieci. Przeglądając doniesienia o koronawirusie, moją uwagę zwróciło jedno ze zdjęć opublikowanych przez znaną platformę internetową. Była to fotorelacja z oblężenia supermarketu w jednym z podkarpackich miasteczek. Mój umysł prawdopodobnie nieświadomie zarejestrował ten obraz: wśród tłumu staruch, które szturmowały supermarket, aby dostać papier toaletowy była ona! To naprawdę była Teofila Mikke! Ale jeśli to była dawna eugeniczka, to co ona robiła na podkarpaciu? I co ona robiła wśród żywych? Przecież zmarła siedem lat temu, tuż po publikacji mojego reportażu. Czyżby to była tylko ucieczka? Kolejne upozorowane zniknięcie dawnej eugeniczki? Mogłem tak przypuszczać, chociaż w tej chwili nie miałem czasu na zastanawianie się. Musiałem działać, aby tym razem wyciągnąć od niej całą prawdę. Czasu było niewiele… Teofila była widoczna tylko na jednym z prawie setki opublikowanych zdjęć. Wyglądało to tak, jakby napierała swoją własną siłą razem z tłumem wściekłych bab na drzwi do marketu, a ochrona bezskutecznie próbowała powstrzymać staruchy. Natychmiast ustaliłem, gdzie dokładnie zostały zrobione te fotografie. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że obecnie Teofila może przebywać w skrajnie katolickiej dziurze zabitej dechami. To małe miasteczko, liczące niespełna dwa tysiące mieszkańców posiadało tylko jeden supermarket, więc zlokalizowanie tego przybytku nie powinno być problemem. W miasteczku znajdowały się dwa małe osiedla mieszkaniowe oraz trochę kamienic, a znając zamiłowanie Mikke do zapuszczania korzeni w starych blokach, to miałem duże prawdopodobieństwo, że tam właśnie może mieszkać. Nie miałem powodów aby czekać. Nawet szalejąca pandemia nie mogła mnie powstrzymać. Trafiłem w wyznaczone miejsce dzięki współczesnej technice oraz niezastąpionym starym babom, które wiedzą o wszystkim, co dzieje się w okolicy i znają każdego, jak zapewniają. Rzeczywiście, trafiłem w samo centrum polskiego katolicyzmu. Mimo, że miasteczko wyglądało dość ubogo, to pierwsze co rzucało się podczas wjazdu, to duży i bogaty kościół. Pomyślałem, że o potędze krajów o ukrytym ustroju religijnym świadczą olbrzymie, kapiące złotem budynki kościołów oraz duchowni przechadzający się dumnie przez miasta i wsie przy ukożonych reakcjach ludu. I tutaj prawdopodobnie zatrzymała się Teofila Mikke. Jak ona sobie poradziła rzucona w taką mentalność? Chyba całkowicie zaszyła się w swojej norze i oddawała swoim zainteresowaniom homeopatycznego roztapiania stolca, czy opracowywania idealnego sposobu przeszczepu świńskiego prącia dla transseksualistów. Zaparkowałem samochód przed urzędem miejskim. Miałem przy tym nadzieję, że nie rozkręcą go na części. Trochę pokręciłem się po miasteczku, wchodząc przy tym do miejscowego kościoła. Usiadłem w ławce, aby zebrać myśli. Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że jestem obserwowany przez pewną bardzo starą kobietę w chuście na głowie. Wychodząc z kościoła, minęła moją ławkę dokładnie mi się przyglądając. Kobieta oblizała się lubieżnie trzymając spódnicę do góry, co pozwoliło jej na odsłonięcie krocza. Tak, kobieta pod spódnicą nie miała majtek. Jeszcze przez chwilę patrzyłem za nią, ale ostatecznie wyszła z budynku i zniknęła mi z oczu. Oczywiście takie widoki nie robią już na mnie wrażenia. Jestem przyzwyczajony, że pęka społeczne tabu, które widziało staruchy jako babcie kołyszące się w bujanym fotelu robiąc wełniane skarpety dla wnuków. Na swojej drodze spotkałem już wiele kobiet mocno po dziewięćdziesiątce, które żyły na pełnej petardzie. Nie dla nich robienie powideł, szydełkowanie, czy rozmowy o chorobach. A nawet, gdy te staruchy były mocno schorowane, to nie przeszkadzało im to w realizacji swoich popędów(głównie seksualnych). Znałem nawet jedną, która mimo cukrzycy i zmagania się z ciągłym, niebezpiecznym spadkiem cukru, musiała co noc wychodzić do miejskiego szaletu aby zażyć “świeżego powietrza” jak mawiała. Spadki cukru były u niej spowodowne życiem w ciągłym rozemocjonowaniu związanym z tym, że nadchodzi noc, a ona zanurzy nozdrza w starej, włochatej pipie. Popęd lesbijski był u niej tak silny, że płaciła hipoglikemią za chwilę w objęciach innej, starej lesbijki w obsranym kiblu. Te zapachy i to oczekiwanie na pojawienie się innej kobiety przyprawiają mnie o kołatanie serca-mówiła ta stara lesbijka. I nie boi się pani konsekwencji zdrowotnych związanych z takim stylem życia? Przecież ciągłe spadki glikemii zrujnują pani mózg! -dopytywałem. Z niesprawnym mózgiem da się żyć, z brakiem popędu nie ma już po co żyć!- odpowiadała… Niestety kobieta zniknęła kilka lat temu, chociaż planowałem robić z nią wywiad, gdyż wydawała mi się świetnym przykładem wyzwolenia starego pokolenia. Teofili szukałem dzień i noc. Wypytywałem siedzące przed kamienicami i domami staruchy, czy aby nie znają “tej pani ze zdjęcia”. Nikt jej nie znał, nikt nie widział. Albo tylko udawali… Zrezygnowany postanowiłem wracać do domu i raz na zawsze zamknąć temat Teofili. Może to było tylko moje przewidzenie? Może kobieta ze zdjęcia wcale nie była Teofilą? Może tak bardzo chciałem ją ponownie spotkać, że mój umysł mnie oszukał? W drodze powrotnej wstąpiłem jeszcze raz do kościoła, bo chciałem bliżej przyjrzeć się dziwnemu witrażowi, który przedstawiał kapłana i klęczących przed nim ministrantów… Długo kontemplowałem, co tak naprawdę pokazuje ta namalowana na szkle scenka… Byłem sam, dlatego nie wahałem się zrobić zdjęć z różnej perspektywy. Nagle wystraszył mnie dźwięk kroków dochodzących z zakrystii. W pierwszej chwili chciałem uciec w stronę drzwi wejściowych, ale schroniłem się w konfesjonale. Był znacznie bliżej, wręcz na wyciągnięcie ręki. Otworzyłem drzwi i schowałem się w ciemnym, drewnianym i dość przestronnym drewniaku, przypominającym wiejski sracz, który stał u mojej ciotki na podwórku. Przez kratkę w konfesjonale słyszałem ściszone głosy oraz kroki, bez wątpienia były to dźwięki wydobywane przez buty dwóch osób. Nagle, jedna z tych osób zawróciła, prawdopodobnie do zakrystii. Gdzie jest druga osoba? Mogę już wyjść? Jestem bezpieczny?- zastanawiając się tak, dostrzegłem cień kładący się na kratkę od konfesjonału. Ktoś się zbliżył i zaczął mówić… - Ojcze, dawno nie byłam u spowiedzi. Proszę o wysłuchanie moich grzechów. Jestem już bardzo stara. Niedługo umrę, a bardzo głęboko wierzę w Boga i Jana Pawła II. Nie będę ukrywała, że mam silny pociąg pedofilski. Czy wie ojciec ile płodów rokrocznie poddaje się aborcji? Czy nie lepiej oddać te małe, różowe ciała peofilkom takim jak ja? Miłym, starszym babciom, które zapewnią tym malcom ciepło swojej pipy? Może zamiast robić nagonkę na stare pedofilki, to niech się lepiej zajmą starymi lesbijkami! Na przykład tą Bernadettą spod piątki w moim bloku. Czy wie ksiądz, że ona w wieku 95 lat żyje z inną starą lesbijką? Nie raz słyszę po nocach, co one wyprawiają. Stare kobiety czujące wzajemną żądzę? Czy to jest normalne? I one to nazywają związkiem!? To skandaliczne, że jedna z drugą prowadzą tak niemoralną egzystencję, a mnie zakazuje się utulić dziecię do swego krocza… Ojcze, proszę o pokutę i rozgrzeszenie. Powiedziałem coś pod nosem, zapukałem w drewniak, a kobieta odeszła. Uchyliłem drzwi. Była już w progu kościoła. To była ona, Teofila Mikke… ********** Teofila była już w domu. Przebrała się w swoją podomkę i włączyła stary VHS. Na filmie dwie stare lesbijki gwałciły się nawzajem przyczepionymi, drewnianymi penisami. Była jeszcze trzecia stara lesbijka, ale ona wisiała na haku i wymiotowała. Sceny z udziałem tej kobiety interesowały Teofilę najbardziej. Czasem zatrzymywała taśmę, aby bliżej przypatrzeć się jej twarzy i całemu, nagiemu ciału. Nagle zza kotary wjechała czwarta stara lesba. Była na wózku ponieważ nie miała nóg. Miała tylko dwa, sterczące kikuty. Tamte dwie, które się wzajemnie gwałciły, wypięły się. Stara baba na wózku podjechała do nich i niczym wystrzelona z procy, trafiła swoimi kikutami wprost do tyłków tamtych kobiet. Gwałciła je resztkami nóg, sama bawiąc się swoją pipą! Teofila wyłączyła film. Widziała go już tyle razy… Ale zawsze lubiła wspomnieć “stare czasy”. Właściwie nie takie stare, gdyż film miał niespełna kilka lat… Teofilii trudno było uwierzyć, że to się udało. Że naprawdę namówiła tą staruchę do udziału w filmie. Początkowo na planie panowała dość nerwowa atmosfera, gdyż kobieta była w szoku, czego od niej oczekują. Całe szczęście Teofila posiadała pewną wiedzę oraz dar przekonywania, dziś nazywany umiejętnościami interpersonalnymi. Proszę pani, dobrze wiemy, że posiada pani silny pociąg seksualny. Lubi pani zapach pochwy i smak łechtaczki. Kobieta zarumieniła się i była lekko zawstydzona. Lecz, gdy wjechały te wszystkie dźwigi, podnośniki i inne urządzenia, to obudziła się w niej chuć, jakiej nie miała od czasów drugiej wojny wiatowej. Tyle lesbijek w jednym miejscu! Taka okazja się już nie powtórzy!- pomyślała stara baba i rzuciła się w wir orgii. Ta myśl była prorocza, gdyż w związku z tak potężną dawką podniecenia, dostała hipoglikemii. Teofila wraz z innymi kobietami podwiesiła ją na haku, gdzie dogorywała, co zostało uwiecznione na materiale video. ********** Marzec 2014 Józefina była starą kobietą. Naprawdę starą. Ludzie opowiadali, że mogła pamiętać jeszcze dwudziestolecie międzywojenne. Mimo zaawansowanego wieku wciąż czuła się znakomicie. A to wszystko dzięki skromnej diecie ubogiej w węglowodany. Tak drakoński sposób odżywiania wyniesiony jeszcze z czasów zaborów, pozwalał zachować jej wigor. Józefina stała w swojej kuchni w starej, przedwojennej kamienicy w jednym ze średnich, polskich miast. Parzyła wodę na herbatę w osmolonym czajniku. Piła jedynie bardzo mocną, czarną i gorzką. Dużo słodziła. I obawiała się powikłań cukrzycy, na którą chorowała. Zmagała się z hipoglikemią, gdyż lubiła słodycze i ładowała potężne dawki insuliny, które w tak starym organizmie wchłaniały się w nieprzewidywalnie mocny sposób… Dodatkowo jej intensywny styl życia… To wszystko powodowało, że miała się czego obawiać. Chociaż, gdyby spojrzeć na to logicznie, to była już tak stara, że nie dożyłaby powikłań związanych z chorobą. Ale to nie uchroniło ją od koszmarów sennych. Nieraz budziła się cała zlana potem. Śniła o tym, że jest w gabinecie, a lekarka dobijająca do setki oznajmia jej diagnozę. - Ma pani cukrzycę. Badanie krwi wykazało, że pani glikemia poranna waha się w przedziale około 400 miligramów na decylitr! Co gorsza są już powikłania. Razem z doktor Teofilą rozpoznałyśmy neuropatię. Nagle, jak z podziemi, wyrasta bardzo stara, niska lekarka z garbem. W ręku trzyma sekator lub coś podobnego. Zaprasza Józefinę do sali zabiegowej obok- świetlistego, wykafelkowanego pomieszczenia. Znajduje się tam coś w rodzaju fotela ginekologicznego. Doktor Teofila usadza Józefinę na tym siedzisku i zapina pasy u rąk i nóg. - Będę musiała usunąć pani nogi. Ma pani neuropatię. Proszę się nie martwić, jestem lekarką z długoletnim doświadczeniem w ośrodkach zdrowia psychicznego jako neurolog, a także dawnych obozach koncentracyjnych… I w tym momencie Józefina zawsze budziła się z płaczem, tarmosząc starą kołdrę. Józefina miała przebłyski pamięci, ale za nic w świecie nie mogła sobie przypomnieć, czy kobieta która pojawia się w jej snach naprawdę istnieje… Ale teraz był już poranek. Józefina przygotowywała herbatę. Uwielbiała rytuał parzenia herbaty. Jej ulubiona, czarna, sypana Dilmah plus nieodłączne sześć łyżeczek cukru. Mimo, że starała się pościć, to z herbatą szła na całość. Nie żałowała cukru. Józefina doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że typ drugi cukrzycy to: duża dupa, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu oraz gnicie przed telewizorem. Dwa z tych warunków spełniała. Był piątek. Piękna, wczesna wiosna. Józefina leżała na kanapie z nieodłączną książką w ręku. Kupiła wczoraj w księgarni nową powieść Michała Witkowskiego. - Niesamowite! To o mnie! Ale ta Michaśka Literatka ma fantazję! Ale on potrafi wczuć się w starą babę! Józefina dopijała swoją herbatę, kończąc właśnie dziesiąty rozdział, kiedy nagle zadźwięczał dzwonek do drzwi. - O tak wczesnej porze? Kogo tam niesie… Otworzyła drzwi, nie patrząc nawet przez wizjer. Grube, drewniane wrota zaskrzypiały. Stanęła w nich… doktor Teofila! Ta niska, stara i garbata lekarka z jej snów. - Kim pani jest?- zapytała Józefina. - Mogę wejść? - Proszę… ********** Grudzień 2013 Tuż po przeprowadzce do podkarpackiego miasteczka, Teofila Mikke porządkowała swoje dokumenty. Pomocna firma transportowa przewiozła cały jej dobytek z drugiego końca Polski. Teofila pomyślała, że to najlepszy moment, aby zrobić porządek w swoich papierach. Podczas układania ich w segregatory i teczki, przejrzała wszystko i odpowiednio sklasyfikowała. Archiwizowanie całej dokumentacji zajęło jej kilka dobrych dni. Siedziała dzień i noc zamknięta w swoim mieszkaniu. Piła kawę na zmianę z herbatą i pracowała. Ostatniego dnia otrzymała rezultat. Wynikało z niego, że jedyną osobą z jej dawnych pacjentów, która wciąż żyje jest nijaka Józefina Urban. Jakież było zaskoczenie Teofili, gdy okazało się, że kobieta mieszka niedaleko, jedynie 42 kilometry od niej… Trzeba zaznaczyć, że Teofila skrupulatnie zbierała informacje na temat swoich danych “pacjentów”. Wiedziała dużo o ich powojennych losach. Śledziła nekrologi w gazetach, odwiedzała parafie w celu ustalenia, czy dana osoba żyje, czy też nie. Wielka szkoda, że Teofila nie obsługiwała komputera. Ileż by zaoszczędziła czasu, energii i pieniędzy na uzupełnienie danych do swoich starych teczek. Teofila przyjrzała się bliżej teczce Józefiny. Wynikało z niej, że starucha mieszka w miejscowości Z. niedaleko stąd. Ostatni zapis, który uczyniła o Józefinie datowany był na 23 maja 2008 roku. To nieco ponad pięć lat temu, więc mogła mieć nadzieję, że dane będą aktualne. Zapisała wtedy kilka cennych informacji, które uzyskała z poprzedniego miejsca zamieszkania kobiety: Józefina przeprowadziła się do miejscowości Z., gdyż rok temu zmarł jej mąż. Rodzina która odkupiła jej dawny dom podała mi nowy adres Józefiny, gdyż ta wysłała im kartkę świąteczną z życzeniami oraz pomyślnością i szczęściem w nowym domu, który im sprzedała- zanotowała Teofila. Ze starych notatek, jeszcze z czasów obozowych wynikało, że kobieta była lesbijką. Miała silny popęd i realizowała go w obozie, gdzie pracowała Teofila. I teraz, po dekadach, te informacje bardzo przydały się Teofili Mikke. ********** Nie pamięta mnie pani? Nie. Kim pani jest? Teofila Mikke. Znamy się od wieków. Naprawdę nie mogę sobie przypomnieć… A co panią do mnie sprowadza? Mam dla pani wspaniałą propozycję. Chciałabym aby zagrała pani w amatorskim filmie. Szukam naturszczyków do realizacji mojego projektu video. To taki performance, który będzie sfilmowany… Ja osobiście będę na bieżąco reżyserowała sceny. Film nie posiada scenariusza, wszystko będzie się działo na żywo, całkowita improwizacja. Józefina po uzyskaniu kilku szczegółów przystała na propozycję Teofili. Szczególnie, gdy usłyszała ile kobieta byłaby jej w stanie zapłacić za udział w tym projekcie. Czuła tylko lekki niepokój, gdyż Teofila nie chciała zdradzić szczegółów scenariusza. Przez myśl przeszedł jej słynny film Passoliniego “Salo, czyli 120 dni sodomy”. On także realizował film z amatorami, którzy nie wiedzieli w czym będą dokładnie uczestniczyć. Józefina, poza tym skądś znała tą twarz. Coś jakby kojarzyła, ale niestety hipoglikemie uczyniły spustoszenie w jej mózgu, więc nie do końca mogła sobie przypomnieć skąd… ********** To naprawdę była Teofila Mikke! To była ona… Jednak żyje. Przynajmniej tyle dobrego… A nóż kiedyś… Nie, nie mogę robić sobie nadziei, że jeszcze z nią porozmawiam. Nie udało mi się to przez siedem lat, więc teraz to tym bardziej nieprawdopodobne. Wychodząc z drewnianego konfesjonału potknąłem się o coś. Co to? Biała, bąbelkowa koperta. Na niej moje nazwisko. Rozerwałem papier. W środku kaseta video i krótki liścik. Uśmiechnąłem się do siebie. Zatrzymałem się w tanim hostelu. Postanowiłem, że zostanę tutaj jeszcz jakiś czas. W pokoju był tylko odtwarzacz DVD. Ale miły pan właściciel wypożyczył mi swój stary odtwarzacz VHS firmy Sanyo. Nie był pewny, czy głowica nie jest zepsuta, ale nie, urządzenie działało prawidłowo. Obraz trochę się zacinał i falował, ale spokojnie dało się obejrzeć kasetę od Teofilii… ********** Teofila podeszła do dogorywającej kobiety. W rękach trzymała coś w rodzaju wideł, ale tylko z dwoma równoległymi szpikulcami na końcach drewnianej podstawy. To był jakiś wynalazek sporządzony naprędce, bo na pewno nie można czegoś podobnego dostać we współczesnych sklepach z narzędziami. Ustawiła się około metra od kobiety wiszącej na haku i wbiła szpikulce w jej klatkę piersiową. Widać, że widły były dobrze i solidnie skonstruowane, gdyż Teofila kręciła nimi w ciele staruchy, a narzędzie pozostało całe, nie rozpadając się na kawałki. W tym momencie obraz się urywał. Zaraz… Skądś kojarzyłem tą kobietę… Zresztą nieważne… ********** Panie Marku. Dziękuję za wszystko. Wspaniały zbieg okoliczności, że moja znajoma będąc w kościele rozpoznała pana i przekazała mi informacje, że jest pan w miasteczku. Przesadziłam z tym, że moje życie jest na finiszu, to moja wrodzona kokieteria i skromność. Myślę, że mam jeszcze trochę do zrobienia. Wyjeżdżam do Niemiec. W Polsce osiągnęłam już wszystko, co sobie zamierzyłam. To były ostatnie słowa z dyplomatycznego listu, który dołączyła do paczki z kasetą…

poniedziałek, 21 września 2020

Teofila Mikke ostatnie starcie

Byłem przekonany, że temat Teofili Mikke jest zamknięty definitywnie. Przez ostatnie lata pytano mnie, co dziś dzieje się z tą kobietą. Zdaję sobie sprawę, że wielu oczekuje, że reportażysta powróci po iluś tam latach do swojego bohatera, aby zobaczyć i zrelacjonować jak rozwinęła się sytuacja. Nawet jeśli miałbym ochotę ponownie skonfrontować się z Teofilą, to niestety nie byłoby takiej możliwości. Mikke jest na tyle specyficzną osobą, że pojawia się i znika kiedy chce. Deklaracje Teofili, że “mieszka w tym samym bloku od wieków” należy brać ostrożnie. Mikke mimo zaawansowanego wieku jest bardzo aktywną życiowo kobietą. Zresztą to typowe dla naszych czasów. Nawet przyjaciółka Jana Pawła II jeździ cały czas z wykładami po kościołach, a przecież osiągnęła już prawie setkę. Ale mimo to Półtawska nie zwalnia tempa. Podobnie jest z Teofilą. Prawdę powiedziawszy nawet zapomniałem, że pisałem reportaż o Teofili, zajęty wieloma innymi sprawami. Dopiero w tym roku, po siedmiu latach od premiery reportażu o niej, postanowiłem sprawdzić jak(i czy w ogóle) żyje Teofila. Przeglądając doniesienia o koronawirusie przypadkowo zwróciło moją uwagę jedno ze zdjęć opublikowanych przez znaną platformę internetową. Była to fotorelacja z oblężenia supermarketu w jednym z podkarpackich miasteczek. Mój umysł prawdopodobnie nieświadomie zarejestrował ten obraz: wśród tłumu staruch które szturmowały supermarket aby dostać papier toaletowy była ona! To naprawdę była Teofila Mikke! Ale jeśli to była dawna eugeniczka, to co ona robiła na podkarpaciu? Teofila była widoczna tylko na jednym z prawie setki opublikowanych zdjęć. Wyglądało to tak, jakby napierała swoją własną siłą razem z tłumem wściekłych bab na drzwi do marketu, a ochrona bezskutecznie próbowała powstrzymać staruchy. Natychmiast ustaliłem gdzie dokładnie zostały zrobione te zdjęcia. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że obecnie Teofila może przebywać w skrajnie katolickiej dziurze zabitej dechami. To małe miasteczko liczące niespełna dwa tysiące mieszkańców posiadało tylko jeden supermarket, więc zlokalizowanie tego przybytku nie powinno być problemem. W miasteczku znajdowały się dwa małe osiedla mieszkaniowe oraz trochę kamienic, a znając zamiłowanie Mikke do zapuszczania korzeni w starych blokach, to miałem duże prawdopodobieństwo, że tam właśnie może mieszkać. Nie miałem powodów aby czekać. Nawet szalejąca pandemia nie mogła mnie powstrzymać. Trafiłem w wyznaczone miejsce dzięki współczesnej technice oraz niezastąpionym starym babom, które wiedzą o wszystkim co dzieje się w okolicy i znają każdego jak zapewniają. Rzeczywiście, trafiłem w samo centrum polskiego katolicyzmu. Mimo, że miasteczko wyglądało dość ubogo, to pierwsze co rzucało się podczas wjazdu, to duży i bogaty kościół. Pomyślałem, że o potędze krajów o ukrytym ustroju religijnym świadczą olbrzymie, kapiące złotem budynki kościołów oraz duchowni przechadzający się dumnie przez miasta i wsie przy ukożonych reakcjach ludu. I tutaj prawdopodobnie zatrzymała się Teofila Mikke. Jak ona sobie poradziła rzucona w taką mentalność. Chyba rzeczywiście całkowicie zaszyła się w swojej norze i oddawała swoim zainteresowaniom homeopatycznego roztapiania stolca, czy opracowywania idealnego sposobu przeszczepu świńskiego prącia dla transseksualistów. Zaparkowałem samochód przed urzędem miejskim. Miałem przy tym nadzieję, że nie rozkręcą go na części. Trochę pokręciłem się po miasteczku, wchodząc przy tym do miejscowego kościoła. Usiadłem w ławce, aby zebrać myśli. Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że jestem obserwowany przez pewną bardzo starą kobietę w chuście na głowie. Wychodząc z kościoła, minęła moją ławkę oblizując się i trzymając spódnicę do góry, co pozwoliło jej na odsłonięcie krocza. Tak, kobieta pod spódnicą nie miała majtek. Jeszcze przez chwilę patrzyłem za nią, ale ostatecznie wyszła z budynku i zniknęła mi z oczu. Oczywiście takie widoki nie robią już na mnie wrażenia. Jestem przyzwyczajony, że pęka społeczne tabu, które widziało staruchy jako babcie kołyszące się w bujanym fotelu i robiące skarpety wełniane dla wnuków. Na swojej drodze spotkałem już wiele kobiet mocno po dziewięćdziesiątce które żyły na pełnej petardzie. Nie dla nich robienie powideł, szydełkowanie, czy rozmowy o chorobach. A nawet gdy te staruchy były mocno schorowane, to nie przeszkadzało im to w realizacji swoich popędów(głównie seksualnych). Znałem nawet jedną, która mimo cukrzycy i zmagania się z ciągłym, niebezpiecznym spadkiem cukru musiała co noc wychodzić do miejskiego szaletu aby zażyć “świeżego powietrza” jak mawiała. Spadki cukru były u niej spowodowne życiem w ciągłym rozemocjonowaniu związanym z tym, że nadchodzi noc, a ona zanurzy nozdrza w starej, włochatej pipie. Popęd lesbijski był u niej tak silny, że płaciła hipoglikemią za chwilę w objęciach innej starej lesbijki w obsranym kiblu. Te zapachy i to oczekiwania na pojawienie się innej kobiety przyprawiają mnie o kołatanie serca-mówiła ta stara lesbijka. I nie boi się pani konsekwencji zdrowotnych związanych z takim stylem życia? Przecież ciągłe spadki glikemii zrujnują pani mózg! -dopytywałem. Z niesprawnym mózgiem da się żyć, z brakiem popędu nie ma już po co żyć!- odpowiadała… .....................................................................................................................
Teofili szukałem dzień i noc. Wypytywałem siedzące przed kamienicami i domami staruchy, czy aby nie znają “tej pani ze zdjęcia”. Nikt jej nie znał, nikt nie widział. Albo tylko udawali… Zrezygnowany postanowiłem wracać do domu i raz na zawsze zamknąć temat Teofili. W drodze powrotnej wstąpiłem jeszcze do kościoła, bo chciałem się bliżej przyjrzeć dziwnemu witrażowi, który przedstawiał kapłana i klęczących przed nim ministrantów… Długo kontemplowałem, co tak naprawdę pokazuje ta scena namalowana na szkle… Byłem sam dlatego nie wahałem się zrobić zdjęć z różnej perspektywy. Nagle wystraszył mnie dźwięk kroków dochodzących z zakrystii. W pierwszej chwili chciałem uciec w stronę drzwi wejściowych, ale schroniłem się w konfesjonale. Był znacznie bliżej, wręcz na wyciągnięcie ręki. Otworzyłem drzwi i schowałem się w ciemnym, drewnianym i dość przestronnym drewniaku, przypominającym wiejski sracz, który stał u mojej ciotki na podwórku. Przez kratkę w konfesjonale słyszałem ściszone głosy oraz kroki, bez wątpienia były to dźwięki wydobywane przez buty dwóch osób. Nagle, jedna z tych osób zawróciła, prawdopodobnie do zakrystii. Gdzie jest druga osoba? Mogę już wyjść? Jestem bezpieczny?- zastanawiając się tak, dostrzegłem cień kładący się na kratkę od konfesjonału. Ktoś się zbliżył i zaczął mówić… - Ojcze, dawno nie byłam u spowiedzi. Proszę o wysłuchanie moich grzechów. Jestem już bardzo stara. Niedługo umrę, a bardzo głęboko wierzę w Boga i Jana Pawła II. Nie będę ukrywała, że mam silny pociąg pedofilski. Czy wie ojciec ile płodów rokrocznie poddaje się aborcji? Czy nie lepiej oddać te małe, różowe ciała peofilkom takim jak ja? Miłym, starszym babciom, które zapewnią tym malcom ciepło swojej pipy? Może zamiast robić nagonkę na stare pedofilki, to niech się lepiej zajmą starymi lesbijkami! Na przykład tą Bernadettą spod piątki w moim bloku. Czy wie ksiądz, że ona w wieku 95 lat żyje z inną starą lesbijką? Nie raz słyszę po nocach co one wyprawiają. Stare kobiety czujące wzajemną żądzę? Czy to jest normalne? Przecież takie to golą sobie nawzajem pochwy, namiętnie się całując przy tym! To skandaliczne, że jedna z drugą prowadzą tak niemoralną egzystencję, a mnie zakazuje się utulić dziecię do swego krocza… Ojcze, proszę o pokutę i rozgrzeszenie. Powiedziałem coś pod nosem, zapukałem w drewniak, a kobieta odeszła. Uchyliłem drzwi. Była już w progu kościoła. To była ona, Teofila Mikke… ....................................................................................................................... Teofila była już w domu. Przebrała się w swoją podomkę i włączyła stary VHS. Na filmie dwie stare lesbijki gwałciły się nawzajem przyczepionymi, drewnianymi penisami. Była jeszcze trzecia stara lesbijka, ale ona wisiała na haku i wymiotowała. Nagle zza koraty wjechała czwarta stara lesba. Była na wózku ponieważ nie miała nóg. Miała tylko dwa, sterczące kikuty. Tamte dwie, które się wzajemnie gwałciły, wypięły się. Stara baba na wózku podjechała do nich i niczym wystrzelona z procy trafiła swoimi kikutami wprost do tyłków tamtych kobiet. Gwałciła je resztkami nóg, sama bawiąc się swoją picką! Teofila wyłączyła film. Widziała już go tyle razy… Ale zawsze lubiła wspomnieć stare czasy.

środa, 6 maja 2020

Babka i jej seks z własnym wnukiem gejem

Dwie starsze kobiety zrzędziły na współczesny świat, a w szczególności młodzież. W ich oczach pokolenie obecnych nastolatków było całkowicie pozbawione moralności. Siedziały przed telewizorem oglądając rządowe wydanie Wiadomości. Spotykały się tak co wieczór. W swoim języku nazywały to babskiem wieczorkiem. Myliłby się ten, kto by myślał, że szampan leje się strumieniami, a wokół tańczą nadzy mężczyźni wywijając przyrodzeniami. Ich babski wieczorek, to było po prostu wspólne oglądanie telewizji, głównie polskich seriali i teleturniejów. Zenona mieszkała bez męża, dlatego chętnie zapraszała swoją koleżankę Albertynę. Do mieszkania Zenony był dolokowany jej wnuk Tomasz, który studiował na miejscowej uczelni. Nie chcąc płacić za mieszkanie, jego matka, a córka starszej kobiety uprosiła Zenonę, aby zgodziła się przyjąć Tomka na okres studiów pod swój dach. W zamian robił babci zakupy, latał po urzędach, opłacał jej rachunki, a czasem nawet gotował. Zenona przyjęła młodego chłopaka bardziej z przymusu, niż z otwartymi ramionami. A to dlatego, że Tomasz nie krył się z tym, że jest gejem. Oczywiście matka uprosiła go aby nie “prowokował” babki i pod żadnym pozorem nie zapraszał do jej mieszkania żadnych chłopaków, nawet zwykłych kolegów. Tomek z dużym oporem zgodził się na taką propozycję. Zresztą nie miał wyjścia, bo chcąc studiować w dużym mieście nie stać go było na samodzielne wynajmowanie mieszkania ze swojego lichego stypendium i dorywczej pracy w pralni. Starsze kobiety siedziały przy ławie dyskutując zawzięcie o zbliżających się wyborach prezydenckich oraz narzekały, że nie mogą dostać się do kościoła w związku z pandemią, co przyczynia się do pogorszenia ich poziomu moralności. Tak, nawet one musiały przyznać, że tak długa przerwa od kościelnych nabożeństw powoduje u nich “diabelskie pokusy” i jeśli taki stan rzeczy utrzyma się jeszcze jakiś czas, to mogą “zlecieć w otchłań” jak zauważyła Albertyna. Ale po chwili dochodziły do wniosku, że to i tak nic w porównaniu ze spustoszeniem jakie gender i wolność uczyniły w głowach nastoletniego pokolenia. Kobiety rozmawiały, a właściwie przekrzykiwały się, kiedy w tle leciał program informacyjny. Nagle zamilkły, gdy usłyszały zapowiedź materiału i te słowa:” ...haniebnego czynu dopuścił się działacz gejowski. Sprawa została skierowana do prokuratury”. Okazało się, że w dniu święta flagi działacz gejowski spalił polskie barwy narodowe, nagrał z tego film i wrzucił go do sieci. Nagle obie umilkły, z uwagą oglądając kilkuminutowy materiał przedstawiający wydarzenie. W migawkach z lasu, kiedy to działacz palił flagę, Zenona musiała przyznać, że mężczyzna był przystojny. I trudno było określić jej wiek tego człowieka. Ile mógł mieć lat? Zastanawiała się Zenona nieświadomie łapiąc się za krocze. Albertyna udawała, że nie widzi gestu swojej przyjaciółki, choć w skrytości ducha pomyślała, że ta buchająca z Zenony seksualność jest spowodowana długą abstynencją od kościoła. I po raz kolejny pomyślała jak to społeczeństwo polskie idzie na dno, jeśli nie przewodzi mu kapłan. Poradzimy sobie bez maseczek, bez lekarzy(a niech jadą gdzie chcą!), bez leków, ale nie bez kapłanów- to była ostatnia myśl Albertyny przypatrującej się ukradkiem swojej koleżance. Nagle wstrząsnął nią hałas i krzyk w sąsiednim pokoju. Dopiero po jakimś czasie kobieta spostrzegła, że jej koleżanka Zenona wstała od telewizora i poszła do pokoju, gdzie po całym męczącym dniu spał jej wnuk Tomek. Pomóż mi Albertyno! Łap skurwysyna za nogi!- darła się starczym głosem wiekowa Zenona. Albertyna wstała i znalazła się w drzwiach do pokoju Tomka. Zobaczyła, że jego babka ściąga mu spodnie i bokserki. Za bardzo nie wiedziała co ma robić, więc jedynie przyglądała się tej scenie nadal stojąc na progu. Zenona w tym czasie krzyczała: Odechce się wam takich prowokacji! Mało wam marszy, dżęderu i zmiany płci!? To moje pokolenie przelewało krew za te barwy, a wy teraz palicie sobie flagę w lesie jak stare gacie!? Tomasz krzyczał, że o niczym nie wie. Był oszołomiony i wyrwany z krótkiej drzemki. Jednak jego babka rozebrała go całkowicie, choć nie było to proste dla dziewięćdziesięciolatki. Tomek wyrywał się i krzyczał. Albertyna przeszła przez próg, dając tym samym znak swojej przyjaciółce, że jest gotowa pomóc. Popatrz, jemu nawet nie stoi, on cały czas leży, ani drgnie! A jestem kobietą. Albertyno, chyba nie powiesz mi, że to normalne aby pobudzany członek nie osiągnął wzwodu! Co się dzieje z tym chłopakiem! Ja nie poznaję wnuka! Gdzie twój patriotyzm!? Po długich minutach rękoczynów, przepychanek i krzyków, udało się Zenonie i Albertynie opanować sytuację. Tomek był już zbyt zmęczony aby walczyć. Jeszcze w jego pokoju związały mu ręce i nogi flagą biało- czerwoną, które kobieta trzymała w szafie razem z ręcznikami. Jego twarz zakryły za to flagą Unii Europejskiej, którą Tomasz miał zawieszoną nad łóżkiem. Razem wyniosły go do pokoju z telewizorem. Transportowały go niczym przedstawicielki jakiegoś plemienia z Amazonii, które niosły upolowaną zdobycz na ruszt. Położyły go na starej wersalce. Tam miały zabrać się za “leczenie” chłopaka. Zenona za wszelką cenę chciała wybić Tomkowi nie tylko gejowstwo, ale także szeroko rozumiane “lewactwo”. Od dawna zamierzała naprowadzić go na drogę patriotyzmu i poszanowania polskich świętości. Była przekonana, że jej wnuk po prostu nie zna tych pięknych idei, że gdy pozna katolicyzm, patriotyzm, symbole narodowe, Biblię oraz wartości konserwatywne, to będzie chciał w to wsiąknąć całym swym sercem i duszą. Bo gdzie on niby miał poznać te wszystkie rzeczy? W internecie? W szkole? Przecież tam panoszy się lewactwo i demoralizacja, myślała Zenona. Uważała, że tylko ona jest w stanie uratować wnuka przed całkowitą degrengoladą moralną. To pokolenie nie zna już Jana Pawła II, nie pamięta ofiary smoleńskiej. Uważała, że jeśli Tomek sam z siebie nie chce przyjąć wszystkich wartości patriotycznych, to trzeba to wymusić siłą, dla jego dobra, i dobra przyszłych pokoleń! Bo inaczej może się skończyć jak w tym materiale który oglądała przed chwilą w wiadomościach.
Kiedy było już po wszystkim kobiety zaparzyły sobie herbaty i dyskutowały o tym, co przed chwilą się wydarzyło. Doszły do wniosku, że obcowanie seksualne z gejem, to wspaniałe doświadczenie dla kobiety, a szczególnie dla tak starej jak one same. Uważały, że w przyszłości geje posłużą kobietom jako obiekty seksualne, ale do tego jeszcze długa droga. Porównywały też gejowskie ciała z ciałami heteroseksualistów i musiały przyznać, że geje mają bardzo ładnie ukształtowane pupy. Były przekonane, że to od ciągłego seksu analnego(Wiesz Albertyno, jak oni co tydzień dosiadają innego kutasa, to mają tyłki, oj mają!). Babka Tomka ponadto nadmieniła, że gdy jej wnuk w nią “wchodził”(naprawdę to sama wkładała jego wiotkie przyrodzenie do swojej waginy), to nie czuła tej wilgotności jak z mężem(Był suchy, nie mógł się we mnie “rozgościć”, więc musiałam użyć wody święconej ze słoiczka w szafce). Zenona była przekonana, że gdy tylko jej wnuk się obudzi, podziękuje jej za to co dla niego zrobiła, że uczyniła go mężczyzną. Lecz nie była naiwna. Wiedziała, że przed nią jeszcze długa droga aby naprowadzić wnuka na dobrą drogę. Zenona zamknęła drzwi za swoją przyjaciółką Albertyną. Usiadła w fotelu i jeszcze raz przypomniała sobie dzisiejsze chwile. Przewijała w zwolnionym tempie cały obraz. I majaczyła do siebie: miałam w ustach geja… miałam w ustach geja…

piątek, 10 stycznia 2020

Kolęda Antoniego...

Zapewne znacie już księdza Antoniego z mojej poprzedniej relacji. Uznałem jednak, że jest to postać na tyle ciekawa, że wymaga głębszego omówienia. Wszystkie te rzeczy związane z owym księdzem wydarzyły się w okresie przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. Pamiętam te obowiązki z tym związane: kucie modlitw i "zdawanie" ich przed fanatyczną katechetką na lekcjach religii, uczenie się dniami i nocami głupich odpowiedzi na głupie pytania typu: "Ile osób jest w Trójcy Świętej, Wymień je". W okresie poświątecznym kościół organizował zmasowany atak na domy swoich wiernych, czyli tak zwaną kolędę. Oczywiście moja babka jako osoba skrajnie katolicka przebierała girami na myśl, że odwiedzi ją "ten przystojny i miły ksiądz". Niestety ja nie byłem taki szczęśliwy z powodu wizyty księdza Antoniego. Wolałbym już wizytację starego i zrzędliwego proboszcza, niż "młodego, przystojnego i miłego"(według mojej babki) księdza Antoniego. W dniu kolędy czułem już od rana nudności. A mój stan pogorszył się, kiedy okazało się, że Antoni zaczyna od końca ulicy, czyli do mnie dotrze późnym popołudniem, gdy będę już po szkole! Nie uda mi się ominąć jego wizyty, bo jak wytłumaczę starej i babce, że "tak długo mnie nie było, że co ja niby robiłem po szkole? Pewno ukrywałem się przed księdzem!". W szkole siedziałem jak na szpilkach. Tego dnia nic mi nie szło. Babka odpytywała z tabliczki mnożenia: pała! Kartkówka z ortografii sprawdzająca czy nauczyliśmy się pisowni "ż" i "rz": też pała! I jeszcze dostałem piłką w łeb na Wuefie! Do domu szedłem jak na ścięcie. Byłem pewny, że Antoni już siedzi w moim domu i modli się gorliwie, a babka z matką klęczą przed nim jak przed samym papieżem. Ale ku mojemu zaskoczeniu w domu było pusto. Owszem, stół stał nakryty białym obrusem, krucyfiks z kropidłem na swoim miejscu... Czyżby mi się udało i było już po wizycie? Nagle z góry zleciała babka krzycząc: Maciek, szybko przebierz się, bo zaraz przyjdzie ksiądz. "Ale, ale... ja muszę kupić wycinankę na lekcje techniki...". Babka dała mi kilka złotych abym szedł kupić to co trzeba i abym szybko wracał. Udało mi się przesunąć w czasie moment kulminacyjny. No, ale co się odwlecze, to... Tak, Antoni wszedł do mojego domu prawie, że ze mną, w tym samym momencie. Po zwyczajowym odmówieniu modlitwy, pomachaniu kropidłem i pocałowaniu krucyfiksu(fujjj po własnej babce!) Antoni spoczął jak papież w fotelu i zaczął szukać czegoś w swoim grubym notesie. W końcu znalazł rodzinę u której w tym momencie bawił i zaczął wyczytywać imiona. "Ty pewno jesteś Maciek, ten chłopiec przygotowujący się do Komunii, czy tak?". "No, odpowiedz księdzu"- poganiała mnie babka. "Tak"- powiedziałem pod nosem. Oczywiście Antoni udawał, że w ogóle mnie nie zna, wręcz widzi mnie pierwszy raz. Po chwili wymyślił sobie abym podszedł do niego, złożył swojej ręce jak aniołek i wyrecytował kilka modlitw. Tak też zrobiłem. Oczywiście byłem bardzo zestresowany, więc nastąpiło kilka pomyłem. Wszyscy obecni słuchali w skupieniu, wręcz pokładali we mnie nadzieje podobne do sportowca na olimpiadzie, który jest reprezentantem całego narodu. Ja byłem w owej chwili reprezentantem mojej własnej rodziny. Po zakończeniu recytacji Antoni objął mnie bardzo mocno i wsunął mi rękę do spodni. Przy mojej bance, dziadku i matce. Widać było, że płonie z żądzy i ten pożar może dogasić tylko chłopięce nasienie. Jako, że miałem dopiero około 8,9 lat, to nie byłem w stanie sprostać jego pragnieniom. Ale mimo tego pragnął mnie i przygotowywał na moment kiedy wejdę w wiek dojrzewania i pojawią się włosy łonowe, moszna się obniży, a jądra zaczną produkować "święty nektar"(jak nazywał spermę Antoni). Przez całą tą wizytę miałem stracha, że wyda się co łączy mnie z Antonim. W pewnym momencie wydało mi się, że moja babka patrzy podejrzliwie na te wszystkie czułostki którymi obdarzał mnie mój "nauczyciel miłości męsko-chłopięcej"(to też słowa Antoniego).

niedziela, 14 lipca 2019

Las samobójców

21 stycznia 2016, czwartek, kilkanaście minut po północy. Dziś znów fascynacja śmiercią. Tym razem odkryłem, że w Japonii znajduje się bardzo piękny las, który ukochali sobie samobójcy. Las nazywa się Aokigahara. Przeczytałem kilka tekstów na jego temat oraz obejrzałem dwudziestominutowy film na You Tube, w którym stary facet oprowadzał po tym lesie. Z tego, co widziałem, to las jest raczej duży, wręcz ogromny… W Internecie dostępnych jest też kilka ciekawych fotek, na których figurują głównie wisielcy, którzy dokończyli swego żywota w owym lesie. Piękne są to zdjęcia. Zwłoki świeże, nieruszone. Ale także w stanie daleko posuniętego rozkładu. Są nawet zwłoki, a raczej szkielety leżące bezpośrednio na ziemi, w ubraniach. Jeden taki szkielet znalazł pan z filmu… Kości należały chyba do młodego chłopaka, sądząc po modnych butach… Ciekawe były także zdjęcia przedstawiające rozkładające się zwłoki leżące w… namiocie! Tak, ktoś rozłożył sobie namiot, aby popełnić w nim samobójstwo w środku wielkiego lasu… Facet na filmie znalazł chyba dwa takie opuszczone namioty, ale bez zwłok. Zasugerował, że pewnie ktoś już uprzątnął trupy z tego pobojowiska. Ciekawe było też to, że facet znalazł namiot z żywym człowiekiem! Ucięli sobie krótką pogawędkę. Człowiek siedzący w namiocie nie wychylił się, ale rozmawiał. Czy to kolejna ofiara chorego społeczeństwa, która jeszcze zastanawia się, wacha, namyśla? Ciekawe, jaką ostatecznie podjął decyzję chłopak z namiotu? Ten park to naprawdę fascynujące miejsce. Podobno drugie najpopularniejsze miejsce samobójców na świecie. Chociaż dla mnie dziwne… Trochę dziwi mnie fakt, że ludzie specjalnie wybierają właśnie takie miejsce. Ale z drugiej strony to może logiczne. Fakt odkrycia zwłok nie jest taki pewny. Owszem, są specjalne ekipy, które patrolują las w celu wyszukiwania wisielców. Ale z drugiej strony, czasem odnalezienie może trwać latami, jak ten szkielet, który pozostawał w ściółce leśnej około roku, czy dwóch. Ja w pewnym sensie rozumiem tych ludzi. Oni chcą umrzeć anonimowo, z dala od domu, którego pewnie często nienawidzą. Który stał się ich przekleństwem, piekłem, patologią. Moje myślenie jest podobne. Jak się zabić, to z dala od domu. Byle jak najdalej. Najlepiej za granicą. Zostać odnalezionym po latach, w stanie daleko posuniętego rozkładu, bez dokumentów. A potem niech chowają w anonimowym grobie komunalnym z bezdomnymi. Bez pomnika. Bez pamięci. Niech żyje tylko pozostawiona myśl...

środa, 24 kwietnia 2019

Kim jest Aaron Van Doren?

Aaron Van Doren urodził się 3 czerwca 1992 roku w Koszalinie, gdzie mieszka do dzisiaj.
 Aaron Van Doren to tak naprawdę Kuba Jankowski - używa on jednak pseudonimu, dlatego że zarówno jego imię, jak i nazwisko jest zbyt powszechne. Jest on pisarzem i twórcą filmowym.
Swoją książkę "Wszystkie polskie świętości" z początku publikował na swoim blogu, w formie pojedynczych rozdziałów.
 Składa się ona z ponad 40 opowiadań pełnych okrucieństwa, mniej lub bardziej ekscentrycznych fetyszy, ale znajdują się w niej także opowiadania autobiograficzne, jak i również przepełnione słodkościami (takimi jak miętoszenie miękkich policzków), co stanowi naprawdę niezwykły kontrast w porównaniu do najbardziej sadystycznych scen pojawiających się w utworze.
Autor mogły określić swoją książkę jednym słowem: chaos.
Aaron Van Doren rozpoczął pisanie opowiadań w kwietniu 2012 roku, aby ostatnie z nich ukończyć w 2014.


Inną ważną rzeczą, którą się zajmuje, jest tworzenie filmów, które mogą zostać uznane za szokujące - stąd też okładka wydania "The Doll Fucking Movie" z 2017 roku posiada informację o treści "Poland's first extreme film". Prace nad pierwszym filmem, wspomnianym "The Doll Fucking Movie" zaczęły się jeszcze w późnych miesiącach 2015 roku, jednak żadna z nich nie znajduje się w finalnym produkcie, gdyż autor nie był z nich zadowolony. Obraz został ukończony w styczniu 2017 roku. Był nakręcony programem imitującym jakość z epoki VHS, ponadto nie posiada żadnych dialogów przez 40 minut trwnia, a nawet żadnych dźwięków poza zapetlajacym się przez cały czas szumem. Niektóre sceny mogą uchodzić za szokujące, inne za niepokojące, jak te które przedstawiają przyrodę, a to ze względu na wspomniany szum przewijający sie w tle i wyblakłe kolory połączone z różnymi zakłóceniami obrazu.
 Drugi film, "Poland's Gay Shocker", został ukończony w grudniu 2017, również zwiera sceny bez żadnego dźwięku (sam szum), ale nie brakuje w pełni udzwiekowionych, w obrazie pojawiają się też pojedyńcze słowa. Jak dotąd nie doczekał się fizycznego wydania, jednak nie oznacza to, że nie był przez nikogo widziany, czego dowodem recenzje istniejące w internecie, jak popularny serwis YouTube (stan na luty 2019). Drugie dzieło Aarona Van Dorena trwa 60 minut. Pojawiają się w nim sceny inspirowane reżyserem Luciferem Valentine i japońskim twórcą Daikichim Amano.
 Zarówno filmy, jak i twórczość pisarska Van Dorena są czymś świeżym, prekursorskim w konserwatywnej Polsce. Niektóre osoby określały jego twórczość pisarską jako podobną do dzieł Markiza de Sade, jednak Van Doren temu zaprzecza. Jeśli chodzi o inspiracje pojawiające się w książce, to tak jak w przypadku jego drugiego filmu są to Lucifer Valentine, a w jednym opowiadaniu Daikichi Amano, a więc współcześni, żyjący twórcy.
Wracając do filmów: Van Doren stworzył je z chęci urozmaicenia gatunkowego w Polsce, na wprowadzenie tu czegoś, co możnaby nazwać ekstremą filmową.  Twórca ma w głowie kolejny film, jednak ze względu na brak oficjalnego wydania tego drugiego wciąż wstrzymuje się z kręceniem nowego dzieła, które różniło by się od poprzedników m.in. pod względem zrezygnowania z jakości VHS. Prawdopodobnie byłby on nakręcony w niskiej jak na dzisiejsze standardy jakości 640x480.
 W opublikowanym w styczniu 2019 roku wywiadzie z Van Dorenem w serwisie YouTube można dowiedzieć się że zamierza on zacząć pisanie nowej książki pt. ''Moj dom Jokohama''. Tytuł jest efektem natchnienia - autor nigdy nie był w Jokohamie, nie uważa jej za swój dom. Książka prawdopodobnie tak jak w przypadku "Wszystkich polskich świętości" będzie się składać z różnych opowiadań o sadystycznej, przesłodzonej i być może znowu miejscami autobiograficznej.



Powyższy tekst jest autorstwa Aarona Van Dorena i publikuję go na prośbę autora. 

(Zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Aarona na Facebooku).

piątek, 2 lutego 2018

Pogrzeb część 1.

Pamiętam jak moja babka ze Śląska obchodziła Wszystkich Świętych. Powiem więcej, ja pamiętam jak ona przygotowywała mojego dziadka do ostatniej podróży na tamten świat. Ona była bardzo wierzącą katoliczką. Jak dziadek zmarł miał 85 lat. Ona była starsza o pięć lat. Dziadek zmarł we własnym łóżku, po długiej agonii. Oczywiście trup miał otwarte oczy, był siny i już zaczął śmierdzieć. Babka wyprosiła wszystkich z pokoju. Została sam na sam ze zwłokami. Pamiętam, że miałem wtedy 8 lat. Schowałem się w szafie, babka nie wiedziała, że oprócz niej i zmarłego dziadka jest w szafie jej wnuk. Szafa była naprawdę stara, z takim olbrzymim kluczem. Więc jak nietrudno się domyśleć, dziurka też była potężna. I ja podglądałem moją babkę, co robi w tym czasie. Otóż było tak: stara babka najpierw uklęknęła przed obrazem Matki Boskiej. Powoli zaczęła się rozbierać. Najpierw zdjęcia ludową, śląską spódnicę, potem nieświeżą już przecież bluzkę. Została w samej bieliźnie. Bielizna była także nie pierwszej świeżości. Majtki i stanik były koloru żółtego. Nawet z tyłu dało się ujrzeć  kolor brązu…  Było to okropne i fascynujące zarazem. I tutaj pojawiło się pierwsze zaskoczenie, a raczej szok. Albo byłem wtedy pijany(mało prawdopodobne, bo byłem dzieckiem…), albo ujrzałem u mojej babki zwisające jądra. Miała na sobie figi z których po obu stronach dyndały owłosione męskie jądra. Dziś gdy o tym myślę, to jest to dla mnie niezrozumiałe. Ale wtedy, będąc dzieckiem, nie wiedziałem, że baby i chłopy są inaczej zbudowane. Więc szok wynikał nie tyle z odkrycia, że babka ma jądra, ale z tego, że pierwszy raz widziałem ten organ u osoby dorosłej. Moje były małe, bez włosów, więc raczej mało fascynujące. Dopiero po wielu latach zrozumiałem zasłuchane rozmowy mojej babki z jej koleżankami spod kościoła:
 Ale mnie jajca bolą...  Mam pełne jaja... Będę musiała opróżnić jądra bo przecież nie wysiedzę w kościele...  Rany boskie przecież te kule nie mieszczą mi się w figach, może ja stanik na jądra powinnam kupić u ruskich na jarmarku…
Wtedy nie potrafiłem skojarzyć tych słów: jądra, jajca, jaja. Myślałem, że starsze panie mówią coś o zwykłych, kurzych jajkach, bo przecież takie rozmowy wśród wiejskich kobiet były codziennością.
Jak wspomniałem wcześniej,  babka Teofila była osobą bardzo wierzącą. Praktykowała wszystkie te archaiczne rytuały związane z odprowadzaniem zmarłego do wieczności. Gdyby żyła do dziś, złapała by się za głowę, jak traktuje się zmarłych w tym kraju. Do czego to doszło, że rodzina pozbywa się trupa i wywozi go do kaplicy pogrzebowej, zleca wszystko specjalistom. Moja babka była strasznie konserwatywna w tych klockach. Dokładnie wszystko widziałem. Spisuję to dla potomnych, bo jak wiadomo pamięć ludzka jest ulotna. To ostatnia szansa na opowiedzenie wam, co tak naprawdę działo się w przeszłości, o wspaniałych polskich tradycjach bez tabu. W końcu ten blog nosi nazwę Polska Szokująca.
Pamiętam, że siedzenia w tej szafie było bardzo niewygodne. Babka coś tam zamruczała pod nosem. A potem rozkręciła się na dobre. Zgodnie ze zwyczajem ciało zmarłego należało umyć, apotem ubrać. Wiele osób wierzy, że mówienie do trupa w czasie zabiegów pielęgnacyjnych pomaga. Że on jest wtedy łaskawy i posłusznie zgina ręce dając włożyć na sienie ubranie.
Babka zaczęła ściągać starą, śmierdzącą i spoconą piżamę z trupa dziadka. Mimo, że mówiła do niego(no, proszę cię, Ernest, tylko piżamkę ściągniemy), to na nic się to zdało. Widziałem jak podeszła do szuflady i wciągnęła nożyczki. A potem zaczęła przecinać piżamę, bo inaczej nie dało się tego zrobić. Już w trakcie wykonywania tej czynności, babka jakby podskoczyła i zapiała: O rany, Ernest, rany boskie, przecież nie pochowam cię z tym!
Okazało się, że dziadek chwilę przed śmiercią dostał wzwodu i tak mu już zostało…